Podsumowanie roku 2011

Dobiega końca rok 2011. Jest to czas podsumowań. Również i my chcielibyśmy w kilku zdaniach nakreślić jaki był rok 2011 dla Homopedii.

Przede wszystkim dla Homopedii był to pierwszy pełny rok jej funkcjonowania. W roku tym obchodziliśmy powstanie pierwszego tysiąca haseł. Przed nami wiele pracy ale jesteśmy niepoprawnymi optymistami. Mimo pewnej bezczynności wielu członków społeczności LGBT powoli ale systematycznie przybywa nam treści i edytujących.

Rok 2011 to rok, w którym połączyliśmy swe siły z LGBTeką. Stała się ona zarazem pierwszym portalem Homopedii a niedługo potem powstały kolejne takie jak Film, Medycyna, Polityka LGBT.

Dziękujemy Wam, że jesteście z nami i życzymy Wam szczęśliwego nowego 2012 roku.

Półwiecze 1962-2011 w sześciu filmach

Na sylwestrową sobotę chciałbym zarekomendować maraton pięciu filmów ukazujących przemiany społeczno-kulturowe jakie dokonały się w ciągu ostatniego półwiecza. Są to:

  • Samotny mężczyzna (101 min.) – historia miłosna osadzona w atmosferze społecznego napięcia zimnej wojny (rok 1962.)
  • Tajemnica Brokeback Mountain (134 min.) – wzruszająca historia opowiadająca o czasach przed rewolucją seksualną
  • Obywatel Milk (128 min.) – film o czasach gdy geje odważyli się chodzić z podniesionymi głowami
  • Village People – You can’t stop the music (118 min.) – przykład filmu z radosnych lat 70-tych XX w. kiedy wszyscy byli pełni optymizmu. Kino nie nadążało w tym czasie za przemianami kulturowymi i o homoseksualności milczało, więc w filmie występują jedynie bardzo subtelne nawiązania takie jak tęczowe elementy, wzmianki o ikonie gejowskiej Judith Garland, chusteczki w tylnych kieszeniach spodni.
  • Dom chłopców (113 min.) – film o czasie gdy kończyły się radosne lata 70-te a zaczynały smutne lata 80-te będące nie tylko czasem recesji ale również czasem straszliwego żniwa nieznanej wcześniej choroby (Uwaga: film jest smutny więc jeśli nie chcemy psuć sobie nastroju można jego obejrzenie odłożyć na inną okazję)
  • Shortbus (101 min.) – film XXI w., związki homoseksualne są już normalnością (przynajmniej w Nowym Jorku), seks nie jest kinowym tematem tabu, następuje odejście od postrzegania seksualności jako rozrywki zarezerwowanej tylko dla dwojga

Wszystko to daje razem prawie 8 godzin oglądania.

Z serdecznymi pozdrowieniami dla czytelników. Wasz WikiSysop.

O pedalskich obowiązkach słów kilka

Dawno na blogu nic się nie pojawiało lecz czas najwyższy to zmienić. Ostatnio społeczność poruszyły „Pedalskie obowiązki” zaprezentowane przez red. Mariusza Kurca. Tekst mocny i napisany mocnym językiem wzbudził spory opór wśród internautów. Nawet co poniektórzy działacze mieli różne „ale” w odniesieniu do kwestii finansowego wsparcia organizacji LGBT.

Z czego bierze się taki opór przed tym co wyrażono w tym swego rodzaju manifeście? Po części wynika z tchórzostwa, ale nie tylko. Ludzie nie lubią słowa „obowiązek” a takie ujęcie tematu (inspirowane transparentem z parady) zemściło się na nim srodze. W gruncie rzeczy bowiem treści są bardzo oczywiste i dają się ująć inaczej. Np. tak:

  1. Jak ma (kurwa) być lepiej skoro wszyscy chcą siedzieć w szafach i boją się nawet pierdnąć gejowsko?
  2. Jak ma (kurwa) być lepiej skoro w obliczu homofobii geje i lesbijki wolą udawać, że nic się nie dzieje zamiast zareagować?
  3. Jak ma (kurwa) być lepiej skoro na manifestacjach wyrażających konkretne żądania zmian politycznych pojawia się tak mało osób?
  4. Z czego (kurwa) organizacje LGBT mają czerpać środki na swoją działalność?
  5. Jak ma (kurwa) być lepiej skoro istnieją grupy gejów i lesbijek, które wbrew logice kupują produkty firm w jawny sposób wspierających finansowo homofobów?
  6. Jak ma (kurwa) być lepiej skoro po prostu nikomu nic się chce zrobić?
  7. Jak ma (kurwa) być lepiej skoro lesbijki i geje sami wybierają do parlamentu polityków, którzy wprost nimi pogardzają?

Nie dziwmy się temu co oczywiste. Nie będzie lepiej dopóki sami sobie tego „lepiej” nie zaczniemy organizować. Bierność jest gwarancją tego, że „lepiej” nie nadejdzie nigdy.

– Wikisysop

Wczoraj w Sejmie

Dziś czytamy sprawozdania stenograficzne z obrad sejmu.

Posłanki Kierzkowska (PO) i Zakrzewska (SLD) w imieniu swych klubów rekomendowały odrzucenie osławionych poprawek senatu. W oświadczeniu w imieniu SLD argumentacja była jeszcze w miarę sensowna. PiS oczywiście musiał być przeciw i był przeciw i swój sprzeciw wyrażał też w pytaniach.

Posłanka Wargocka (PiS): „Na jakiej podstawie prawnej będzie można odmówić takiej zgody? (Dzwonek) Brak takiego zastrzeżenia w ustawie o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej otwiera furtkę, aby ewentualne odmowy powierzania tej pieczy były przedmiotem postępowań przed Trybunałem Praw Człowieka. Czy my mamy na forum europejskim udowadniać, że w Polsce, w naszym kraju, społeczeństwo stoi na stanowisku, iż rodzina, małżeństwo mężczyzny i kobiety, jest najlepszym środowiskiem dla wychowania dzieci.”

Można by pomyśleć, że na tak absurdalne stwierdzenia padną sensowne argumenty, że rodzicielstwo jednopłciowe nie jest zagrożeniem. Otóż nie. Argumentacja biegła zupełnie inaczej. Nie dyskryminacja osób homoseksualnych przerażała posłów a konieczność udowadniania przez osoby heteroseksualne tego, że nie są homoseksualne.

Zdzisława Janowska (SLD): „W tej sytuacji, gdyby poprawka przeszła, każda osoba samotna, która ma prawo być rodziną zastępczą, musiałaby przedstawić stosowne zaświadczenie, że nie jest osobą homoseksualną.”

Posłanka pyta również jakby nieświadoma istnienia orientacji biseksualnej: „Czy oznaczałoby to, że powołamy rodzaj IPN do spraw orientacji seksualnej i że ten instytut do spraw orientacji seksualnej będzie wydawał świadectwo, że ktoś jest heteroseksualny albo homoseksualny?”

Gdzie merytoryczne odniesienie i wyjaśnienie, że dzieci wychowywane w rodzinach jednopłciowych rozwijają się tak samo dobrze jak dzieci wychowywane przez pary różnopłciowe? Z powyższego widać, że nawet posłom lewicy przydałoby się doedukowanie w tym zakresie.

Jeszcze jeden tekst o pojęciu normy

O pojęciu normy napisano już wiele a zatem i ja nie będę gorszy i też coś dorzucę.

Konserwatyści i spółka lubią często posługiwać się pojęciem normy celem sprowadzenia swych przeciwników do pozycji patologii, którą należy zwalczać.

Rozumowanie jest zwykle takie, że skoro homoseksualność w przyrodzie nie stanowi większości to należy uznać ją za patologię stojącą w opozycji do normy jaką jest heteroseksualizm.

Niestety gdy przychodzi do rozmowy na temat masturbacji to tym samym osobom i środowiskom światopogląd odmienia się o 180 stopni. Teraz normą są zachowania niespełna 10 procent populacji zaś patologią to co od wiek wieków robi ze swymi członkami ponad 90 procent chłopców.

A jakie są efekty tak promowanej ideologii? Pewien chłopiec wychowany w przeświadczeniu o tym, że masturbacja stanowi moralne zło ubzdurał sobie, że ból jąder jakiego doświadczał był karą bożą za ten grzech. Bozia chyba jednak jakoś nierówno kary wymierzała bo temu chłopcu akurat (jako jednemu z nielicznych spośród większości) przytrafiło się mieć nowotwór złośliwy jądra. W ten oto sposób katolicka „nauka” doprowadziła chłopca do tragicznego stanu przez to, że z wyraźnymi i dokuczliwymi objawami nie zgłosił się w porę do lekarza tylko cierpiał dodatkowo jeszcze mając poczucie winy.

Plotki o włosach na rękach i żółknięciu gałek ocznych od masturbacji raczej już się nie sprawdzają. Ideolodzy katoliccy sięgają teraz po inne sposoby zastraszania. Jako rzekome skutki podają teraz to co niezależnie od masturbacji dotyka spory odsetek męskiej populacji. Są to np. zmiany trądzikowe, zaburzenia erekcji, przedwczesny wytrysk, zmniejszenie objętości wydzielanego ejakulatu z wiekiem. Cóż… czas dla mężczyzny nie stoi w miejscu i wytryski nie są tak obfite jak za młodu. Czym to wyjaśnić? No pewnie. Masturbacja winna. Tak myśli sobie wiele osób, a że czasem nie przychodzi im do głowy tego zweryfikować to powtarzają swe mądrości innym.

Z takim właśnie zabobonem chcemy w homopedii walczyć, promując zdrowy stosunek do ciała i przyjemności jaką ono daje.

Sala samobójców

Dziś chciałbym wyjątkowo przedstawić tu swoją recenzję filmu jaki ostatnio skupił na sobie uwagę polskiej widowni. Filmem tym jest „Sala samobójców

W moim odczuciu film ten jest filmem dobrym, może nawet na tle dokonań filmowców polskich ostatnich lat bardzo dobrym. Nie mogę jednak powiedzieć by było to dzieło wybitne.

Zdecydowanie znakomicie w tym filmie wypadł Jakub Gierszał – odtwórca głównej roli – Dominika Santorskiego. Uwidacznia się świetny warsztat aktorski polegający na uważnej obserwacji osób mogących stanowić pierwowzór roli. Można tu odnaleźć nawiązania do filmów znanych z serwisu YouTube (Leave Britney Alone, oraz atak histerycznej rozpaczy pewnego gracza po skasowaniu jego konta). Charakterystyczna dla subkultury emo fascynacja samookaleczeniami, tematyką samobójczą i podkreślanie swej wyjątkowości nie rozumianej przez otoczenie zostały wkomponowane z wyjątkowym gustem i nie budzą towarzyszącej im zwykle niechęci. Bohaterowi takiemu jak Dominik Santorski naprawdę się współczuje i raczej nikt nie powie mu „Go cry emo kid”.

W zakresie stylizacji również zadbano aby fryzura bohatera odpowiadała współczesnym młodzieżowym standardom prezentowanym przez takie młode gwiazdy jak Justin Bieber. Jakub Gierszał Justinem nie zostanie, ale w czarnej grzywce zaczesanej na bok prezentuje się zdecydowanie lepiej niż ze swą naturalną fryzurą.

Fabuła filmu jest w gruncie rzeczy banalna. Nie jest to jednak wcale zarzutem bo to samo powiedzieć można o wielu wybitnych dziełach światowej kinematografii jak np. Tajemnica Brokeback Mountain. Gdyby chcieć skupić się na banale to można film podsumować następująco. W internecie za ścianą anonimowości kryją się liczne grupy mogące popchnąć młodego wrażliwego człowieka do samobójstwa toteż rodzice powinni poświęcać więcej uwagi swym dzieciom i być przy nich wtedy gdy zmagają się z problemami.

Niewątpliwą wadą filmu jest pewnego rodzaju niespójność scenariusza. W pierwszej części filmu widzimy bowiem fascynację Dominika osobą Aleksa, z finałem w postaci reakcji somatycznej w trakcie bliskiego kontaktu fizycznego. W drugiej zaś dla odmiany bohater staje się modelową heteronormatywną postacią melodramatu co zostaje ukazane w podwodnych umizgach Dominika z Sylwią.

Scena sprowokowanej bójki w autobusie choć mało prawdopodobna jest przekonująca. Przywołuje w pamięci bójkę sprowokowaną przez Jacka Twista w Brockeback Mountain. Rozpacz połączona z gniewem na cały świat przeradza się tu w bezsensowną agresję graniczącą z autoagresją.

Producenci jeszcze bardziej psują wszystko podsuwając widzowi zakłamany opis fabuły, w którym czytamy jakoby Dominik miał „najładniejszą dziewczynę w szkole”. (Nic takiego nie miało miejsca.) Opis jest wręcz sprzeczny sam ze sobą bo z niego samego widać, że Dominik nie jest „zwykłym chłopcem” jak zasugerowano w pierwszym zdaniu. Lęk dystrybutorów filmowych przed tematyką homoseksualną uwidacznia się też w zwiastunach, z których starannie wycięto scenę pocałunku.

Dzieła wybitne to takie dzieła, które są tak doskonałe, że poprawić ich już w żaden sposób nie można. Ten film wybitny nie jest. Byłby dużo bardziej spójny i czytelny gdyby internetowa fascynacja Dominika była tej samej płci co on. Nie chodzi przy tym wcale by był to ktoś kto fizycznie pociągałby młodego homoseksualnego chłopca. Powinna to być jednak postać mogąca stwarzać Dominikowi nadzieję pełnego zrozumienia jego dramatu, który jak by nie było wiąże się z homoseksualnością. Trudno sobie wyobrazić wyżalanie się Dominika o tym jak w trakcie treningu z Aleksem podniecił się i doznał orgazmu. Cała ta sytuacja w rzeczywistości powodowałaby zamknięcie się Dominika na Sylwię.

Również sam proces ucieczki od realności w wirtualny świat jest ukazany w sposób upraszczający i jawnie odstający od realiów. Ponadto tak naprawdę można sobie ten film wyobrazić zupełnie bez komputerowych przestrzennych animacji a kanałem komunikacji mógłby być czat lub komunikator internetowy.

Niezwykle trafnie przedstawiono przy tej okazji postacie psychiatrów (w tym jednym filmie aż trzech). Pierwszy w szpitalu asertywnie przeciwstawiający się presji rodziców. Drugi, bardzo otwarty na problemy Dominika i szczerze starający się pomóc nie może działać ponieważ rodzice rezygnują z jego pomocy. Trzeci to kobieta starająca się jak najmniejszym wysiłkiem pozbyć problemu poprzez szybkie wypisanie recept na antydepresanty.

Sala samobójców ma dla wielu polskich widzów ogromną wartość wychowawczą. Współczując bohaterowi lepiej rozumiemy problemy z jakimi mogą borykać się ludzie z naszego otoczenia. Widzimy w jaki sposób rodzice mogą swym dzieciom pomóc a w jaki zaszkodzić.

Podsumowując „Sala samobójców” jest filmem wartym obejrzenia i polecenia zarówno dorastającej młodzieży jak i jej rodzicom.

Rozmowy z konserwatystami

Jak wyglądają rozmowy z konserwatystami? Poniżej przedstawiam typowy schemat. Zaczyna się od pytania, potem pojawia się dłuższa lub krótsza wymiana zdań a na koniec pytanie na które odpowiedź już padła jest stawiane na nowo. Wygląda to mniej więcej tak:

— Podajcie mi argument za tym by osoby heteroseksualne mogły poprzeć waszą walkę.

— Chodzi o równość prawa. Tak samo jak w przypadku zniesienia niewolnictwa i równouprawnienia kobiet. Stopniowe zrównywanie praw jest stałym elementem postępu w zakresie rozwoju prawa.

— No tak. Czyli jeśli równość to równość. Żołnierz w trakcie działań zbrojnych może zabić i nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Nawet czasem medal dostanie. Też tak chcę. Chcę móc zabijać bezkarnie. Mogę?

— Po pierwsze, jeśli chcesz być równy żołnierzom to wstąp do armii. To zrobić możesz. Osoby homoseksualne nie mają możliwości zmienić swojej sytuacji. Po drugie żołnierz wykonuje rozkazy, a Ty jako cywil nikomu nie podlegasz. Po trzecie najważniejsze twoja wolność kończy się tam gdzie zaczyna się wolność innych. Jeśli to zrozumiesz, zrozumiesz również dlaczego w kwestii małżeństw jednopłciowych jest inaczej. Nadanie praw cywilom do strzelania do innych zagraża prawu do życia innych ludzi. Prawo dwojga osób do zawarcia małżeństwa dla nikogo zagrożenia nie stanowi. Nikt na tym nie ucierpi a ktoś dzięki temu będzie szczęśliwszy.

— …i wracamy do mojego pytania: „Po co społeczeństwo ma się troszczyć o pary jednopłciowe, jaki ma w tym interes…?”

I tak można dyskutować w kółko.